Skocz do zawartości


Zdjęcie

Praca Nr 12


  • Zamknięty Temat jest zamknięty
1 odpowiedź w tym temacie

#1 wolfik

wolfik

    Szajbus

  • Moderator
  • 1160 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 01 maj 2007 - 12:17

Przeciąganie liny



Mały wstępniak

Typowa ryba jeziorowa, a przynajmniej jest rybą wody stojącej lub tylko z wolna płynącej. Zalicza się do cennych gospodarczo gatunków ze względu na osiągane rozmiary oraz możliwość hodowania w stawach. Odbywa tarło w lipcu, kiedy to już żerują młode szczupaki i okonie. Zagrożenie już od wylęgu jest tak ogromne, że instynkt podpowiada: „chować się gdzie, kto może”…
Czy już ktoś wie, o jakim gatunku mowa?
Niezależnie od tego dalej będę charakteryzował gatunek…
W jakiejś mądrej naukowej publikacji dopatrzyłem się ze z wylęgu, który liczy około 300 000 ziaren ikry, składanych przeciętnie przez jedną samice, cztery lata przeżyją tylko 4-8 sztuk. Tylko wyjątkowo dobre warunki pozwolą im osiągnąć w tym czasie masę 1kg.
Ryba karpiowata, o mocno osadzonej łusce, ciało lekko spłaszczone bocznie. Ubarwienie… no cóż… można by powiedzieć wiele, od brunatnego, przez zieleń, brąz do złota na brzuchu.
No teraz to już każdy chyba wie, że o linie tutaj mowa.
Hmm… no lekko niema, wiec może, dlatego ciężko go złowić i jest uważany za przebiegłego lisa podwodnych labiryntów. Niejednemu spędza sen z powiek, nie daje się łatwo podejść i do tego zawsze siedzi tam z skąd najtrudniej go wyciągnąć. Od tego zacznę…

Kiedy i gdzie go szukać?

Połów lina ma sens dopiero, kiedy temperatura wody osiągnie 10C. Jeden szczegół, w lipcu dajmy im spokój i tak mają dużo przeszkód w rozrodzie, po co im rzucać dodatkowe kłody pod płetwy. Niech się wytrą w spokoju.
Naturalnym siedliskiem lina są płytkie, porośnięte roślinnością wodna części akwenów o mulistym dnie, stawy, starorzecza oraz rzeki, te o bardzo wolnym nurcie. Lin jest rybą zmieniającą miejsce pobytu niezwykle rzadko, jeśli tylko ma obfitość pokarmu, schronienie, oraz nie jest niepokojony. W poszukiwaniu pokarmu podąża „wydeptanymi ścieżkami”… dobra to taka wiedza książkowa, która pewnie w podobnej formie każdy zna. Osobiście szukam linów w kilku moim zdaniem bankowych miejscach (o ile oczywiście wiem ze w populacji gatunków danego zbiornika lin występuje, choć czasem jest to prawie pewne, gdyż obok karasia, który ma podobne warunki tlenowe i zamieszkuje praktycznie każdą wodę, w której inne gatunki po prostu by nie przeżyły). Pierwsza, moja ulubiona, miejscówka to spokojna zatoka na jeziorze, której brzegi są porośnięte trzcina, która dość daleko wychodzi na jezioro, lecz jest przy tym dość rzadko obsadzona, lub tworzy skupiska. Przed taką trzcina, lub miedzy jej skupiskami znajdują się grążele. Dno jest muliste, jednak konsystencja mułu nie tworzy gąbki pochłaniającej wszystko, co na nią upadnie i jego warstwa nie jest zbyt gruba. Zaraz ktoś zapyta: „gruba, czyli jaka?” Hmm… tak w centymetrach nie podam, bo nigdy tego nie mierzyłem, ale nie raz wchodziłem do wody żeby podąć zanętę w takie miejsce, wiec z mojego doświadczenia wynika, a w zasadzie z efektów, jakie uzyskałem, że jak muł będzie sięgał za kostki to będą optymalne warunki. Kolejną ważną rzeczą jest spadek dna. Omijam szerokim łukiem gwałtowne uskoki dna, zdecydowanie lepsze efekty uzyskamy na łagodnych górkach oraz dnie o lekkim spadku.
Stawy i starorzecza to podobne miejscówki, choć pewne różnicę zawsze da się zauważyć. Zacznę od stawów, ale nie takich w centrum miasta, tylko tych glinianek, tych wiejskich stawików kopanych jako wodopoje dla krów. W tych ostatnich liny mają jak w ulu, ze względu na mnogość pożywienia. Tutaj sytuacja jest nieco trudniejsza, gdyż niejednokrotnie staw taki ma niezbyt urozmaicona linie brzegową. Co wtedy zrobić? No cóż, ja szukam nawet malutkiej góreczki podwodnej, jakiegoś miejsca, które może wskazywać na przebywanie ryb, lub miejsca, w którym ryby mogłyby się czuć bezpiecznie, Np. zwalone drzewo, gałęzie zwisające nad powierzchnie wody, lub po prostu jakiegoś oczka wśród roślinności wynurzonej.
Poprawne wytypowanie miejsca to tylko lub aż 50% sukcesu, teraz trzeba by powiedzieć parę słów jak je skusić, bo przecież to naprawdę trudna do złowienia ryba. Ilu jest wędkarzy, którzy mówią ze regularnie łowią karpie? Ilu leszcze? Sandacze? Szczupaki? A teraz ilu powie, że najczęściej łowi liny? No chyba bardzo niewielu. No właśnie…

Jak go skusić, czyli o zanęcie słów kilka…

Wybraliśmy miejsce, czas przygotować zanętę. Od razu mowie, że wszelkie firmowe mieszanki możecie zostawić w domu, gdyż tylko zwabią drobnice i nic z tego nie będzie, w każdym razie raczej nie lin. Zaproponuje kilka prostych zestawów zanęt.
1. To już nasi dziadkowie tak robili, czyli gotowane ziemniaki, najlepiej w mundurkach. Nie obierajcie ich tylko pogniećcie w rekach, ale nie na miazgę. Oczywiście z ziemniakami nie można przesadzić, bo zakwaszą łowiska i będzie po zawodach.
2. Kukurydza i rosówki. W sumie powinna być na pierwszym miejscu, no, ale nie istotne. Kukurydza najlepiej samemu przygotowana, nie polecam konserwowej, chyba, że na haczyk. W innym przypadku liny nawet nie zdąża jej znaleźć. Rosówki pocięte na kawałki (mogą tez być całe czerwone robaki, lub to i to), dzięki tego typu przynęcie można liczyć na przyłów w postaci „księcia ciemności”, czyli węgorza.
3. Płatki owsiane i kasza manna. Ale zrobione na kluchę. Ja robie to w ten sposób, że do gotującej się wody (gotującej sie) około 1,5l wsypuje 1kg kaszy manny i 0,5kg płatków, wszystko od razu mieszam a po wystygnięciu tworzy mi się wielka klucha. Taka kluch dziele na kilka części i wrzucam w miejsce, w którym zamierzam nęcić, wszystko po woli się rozpada i kusi liny.
Do tego skromnego zestawiku zanęt dodam coś ekstra, na co coraz częściej trafiają mi się liny, a można liczyć tez i to z dużym prawdopodobieństwem na przyłów w postaci karpia czy amura, a mianowicie kulki proteinowe. Może niektórzy się zdziwili, ale małe kulki o średnicy 10mm to świetna przynęta i zanęta na liny. Jeszcze nic nie wspomniałem o aromatach. I powiem bardzo niewiele, gdyż ilu wędkarzy tyle teorii. Dla mnie nr.1 jest karmel, później wanilia i długo długo nic. Chociaż słyszałem już rewelacje o zapachu palonych kopyt czy coś w tym stylu, dla mnie to zbyt „śmierdząca sprawa” i raczej nie mam przekonania do tego typu specyfików. Jest jednak coś, co stosuje zawsze, a mianowicie dodatek do zanęt na lina Kremkusa. Naprawdę rewelacyjna sprawa.

Zanęta zanętą, ale co na haczyk?...

Tutaj już niema dużego dylematu, wystarczy mieć to, czym się nęci, czyli: rosówki, czerwone robaki, kukurydze (tutaj już można zastosować konserwową), kulki proteinowe (jeśli oczywiście się nimi nęciło) oraz białacki, które są chyba przynętą na każdą biała rybę. Rosówki należy pociąć na drobniejsze kawałki, w przeciwnym razie będziemy dostawać przysłowiowej „cholery”, bo lin rosówką bawi się naprawdę długo i trudno wybrać wtedy odpowiedni moment na zacięcie, a pudło kończy się końcem łowienia linów tego dnia. Kawałek rosówki lin chwyta „dosyć” pewnie, jak to na lina przystało. Jest, co prawda trochę przyjemnej niepewności, kiedy spławik parę razy delikatnie unosi się lub lekko przytapia, ale nie jest to zbyt długa zabawa, a taki dreszczyk emocji na pewno podoba lub spodoba się niejednemu wędkarzowi. Kukurydzę podaje na haczyku przeważnie w postaci kanapki z białymi robakami, które maja ograniczyć ściąganie kuku z haczyka. Tak, teraz już zacząłem o haczykach, czyli czas przejść do działu o…

…o sprzęcie…

Haczyk, tu niema, co się zastanawiać ma być mocny, wielkością dobrany do przynęty, jednak radzę stosować nie mniejszy 10, koniecznie ciemny (brązowy lub czarny), żadnych błyszczących (złote i srebrne sobie darujmy). Kolejnym elementem jest żyłka. Tutaj pojawia się mały problem, choć da się to pogodzić. Zaproponuje więc przedział średnic między 0,16 a 0,22mm i myślę ze tyle wystarczy, a ponieważ Lin to silna bestia i dodatkowo zawsze trzyma się zawad, zielska to taki przedział pozwoli nieco zwiększyć szanse na niedopuszczenie go w roślinność lub inne zaczepy. Kołowrotek wystarczy taki, który pomieści 100m żyłki w przedziale średnic, jakie podałem wyżej, a co do wędziska to polecam 3,60m, gdyż jest to naprawdę uniwersalna długość, z którą można i wejść w krzaki i łowić z łodzi. Kijek musi być odpowiednio mocny, ponieważ lin to waleczna ryba. To teraz się zacznie… Spławik… może inaczej. Stanowisko wędkarza powinno znajdować się około 30m od miejsca, w którym nęcimy, dlaczego? Ponieważ lin jest ryba na tyle płochliwą, że tupanie czy stuknięcie o burtę łodzi na pewno go spłoszy, dlatego tak duża odległość, a co za tym idzie ciężki spławik. Jak ciężki? Między 6-8g. Pewnie rozlegną się teraz głosy, że to herezje jakieś i plusk takiego spławiona pewnie prędzej spłoszy lina niż tupnięcie na brzegu. Otóż nie, zauważyłem, że plusk spławika wcale nie płoszy ryb, nawet na niewielkiej głębokości, pod warunkiem, że nie są niepokojone hałasem na brzegu. Obciążenie powinno znajdować się jak najbliżej spławika, lub nawet zastosować spławik, któremu da się dołożyć tyle obciążenia, żeby już nie trzeba było zakładać śrucin na żyłkę. Kolejnym elementem zestawu jest przypon, choć może i jego brak, bo są dwie szkoły. Ja preferuje łowienie z przyponem, gdyż w miejscach z tyloma zawadami często można trafić na zaczep, a chyba niewielu jest takich, którzy chcieliby, co jakiś czas robić zestaw od nowa. Tak wiec przypon jak najbardziej, o średnicy o 0.02mm cieńszy od żyłki głównej. Ważne jest to, aby był tak długi by przynęta leżała na dnie.
Nad wodę zwykle biorę dwie wędki. Pierwsza to delikatniejszy zestaw z żyłką główna 0,18mm i przyponem 0,16mm. Haczyk nr 8 i spławik 6+2g. Drugi jest przeznaczony do kulek proteinowych, wygląda tak: główna żyłka 0,22mm, przypon 0,20mm, haczyk nr.4 z włosem i spławik 8+2g.

Trochę o strategii

Zanętę należy podawać jeszcze przed świtem, przynajmniej 3-4dni, jako wstępne podkarmienie. Po tym czasie zbieramy sprzęt i ruszamy nad wodę z wielką nadzieją na sukces. Musimy być na łowisku wcześniej niż w czasie nęcenia, przynajmniej pół godziny, żeby wszystko przygotować, czyli rozłożyć sprzęt a następnie wrzucić zanętę. W czasie łowienia już nie donęcam, szkoda by było spłoszyć ryby hałasem wielkich kul lądujących w wodzie. Wszystko przygotowane, zanęcone, zarzucone wędki, więc teraz zostaje tylko czekać, oby tylko nie za długo. Brania trwają z reguły do godziny 8-9.

Ważne uwagi:

-darujcie sobie jakiekolwiek światło
-holując rybę trzeba jak najszybciej odciągnąć ją od zawad
-hol powinien być siłowy, na tyle ile pozwala sprzęt (z naprawdę dużą sztuką raczej się to nie uda, to już jest tzw. „Przeciąganie liny”)

Cóż, pozostaje mi życzyć tylko pięknego złoto-zielonego prosiaczka, takiego jak ten…


#2 wolfik

wolfik

    Szajbus

  • Moderator
  • 1160 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 01 maj 2007 - 13:28

ok




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych