Skocz do zawartości


Zdjęcie

" B A J K A"


16 odpowiedzi w tym temacie

#1 Uklejowy_magik

Uklejowy_magik

    Bulterier Spławika

  • Moderator
  • 1238 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Słupca

Napisano 11 październik 2007 - 14:42

Pierwsza powieść użytkowników spławik.com.pl!


Podziękowanie dla vbartekv, aquafresh, wojtek195_2005.
W szczególności wielkie podziękowania należą się jasinowi za podesłanie świetnie przygotowanego tekstu bajki w całości.

A teraz zapraszam do ciekawej lektury: icon_wink.gif



Dawno, dawno temu za siedmioma jeziorami, za siedmioma morzami żyła sobie pewna okazała, smukła rybeczka. Miała brata szczupaczka, który lubił płoteczki, lecz żałował czasem, że niema dwóch przednich zębów powyginanych na boki, ale za to ma bardzo dużego kolca pod brodą. Mieszkał tam także mały pająk Topik, który bardzo lubił gonić ryby batyskafem. Pewnego deszczowego dnia przyszedł tam kamerdyner z łodzią podwodną. Bardzo go zaskoczyło, że gonione ryby pływały w prawo zamiast w lewo i wściekły powiedział…w tym momencie rozległ się huk. Do wody wpadł, zamoczył cały się, wtem podpłynął szczuuuupaaak rozglądając się wokoło pomyślał „dobrze mu” i perfidnie zeżarł wyłamując sobie ostatnie tandetne widelce kupione przed wczoraj na imprezie u sandacza obleganej przez płotki i inne smakowite przysmaki rybokształtne gdyż stracił apetyt na jakiś tydzień czasu. Wbrew pozorom skusił się ostatni raz [na] pikantną pizze wegetariańską. Miał po niej wypić jeden kufelek krwi z dodatkiem h5n1, ale w ostatnim momencie zauważył, że pływa coś w słoiku z ogórkami Była to mucha, która wpadła tam przez przypadek gdy leciała nad wodą wartko płynącą w dół jak to woda zwykle robi gdy grawitacja działa, ale ponieważ zdarza się [że] potrafi zrobić coś bardzo dziwnego np: płynąć sobie i płynąć dalej aż nagle staje się wielki wir, który odwróci jej bieg a ona głupia stała się mądra po czym zaczęła znowu płynąć wolno i tak w kółko ze dwie godziny aż przyszedł wędkarz ze starym bambusem marki Bazar Nimbus kupionym od Chińczyka na targowisku miejskim. Przemykał śpiesznie po zarośniętych mchem zwłokach leżących na brzegu nieopodal krzaczka, gdy niespodziewanie zwłoki przemówiły "Dawaj bambusa dziadu" głos miały wskazujący na to, że za życia często chodził na ryby nad małą rzeczkę pociągając z manierki. Nieustraszony wędkarz jednak rozpoznał w zwłokach Chińczyka, od którego kupił na targu spinning swój pierwszy oraz małą przyjazną piranię w słoiku, która w nocy zamiast smacznie spać zeżarła mu kota oraz stado krów z chorobą wściekłych lisów, które chciały atomową łódź podwodną, żeby wysadzić targowisko, które w przyszłym tygodniu miało być zamknięte z powodu nielegalnej sprzedaży chińskich haczyków Kamatsu. Jednak owe zwłoki były już martwe, ale ożyly ponieważ wyczuły dziwną woń zbliżającego się cicho stadka śmierdzących jockersów, które wyszły z komina nieopodal boiska. Czując woń truposza podbiegły jak oszalałe prosto do zanęty wydając godowe okrzyki tak ażeby przywabić samiczki do rozrodu i odstraszyć dzięcioła, który siedział na starej, spróchniałej wierzbie wzrokiem wypatrując ofiary. Aż tu nagle zobaczył lecący meteoryt w kierunku zgniłych zwłok denata, który widząc to wstał i głośno krzyknął „oddajcie mi mój mały patyk z plastikowej białej maści bo zaraz wam małe, przegnite łajzy małe główki poucinam i zrobię z nich kotlety z ziemniaczkami bo jestem głodny i chudy jak kij od szczotki ułamany przy końcu środka przegubu włosia” I zrobił porządek, wreszcie się najadł. Oczekiwał specjalnego gościa, który właśnie był nieopodal u znajomego więc poszedł do sklepu i kupil 1/2 litra bimbru destylowanego za 4 rumuńskie leje skradzione ze skarbonki syna znienawidzonej, starszej sąsiadki plotkary, która ciągle kupuje moherowe berety i sprzedaje je na stadionie w Warszawie. Lecz już niedługo wszystko będzie wiadomo, ABW ją najechało i odkryli, że mohery to podróby oryginalnych, chińskich firm Agidas , Roobok i Nike, babcia będzie siedzieć przez długie lata w tak zwanym okopie pozostałym po kopaniu robaków czerwonych wyłożonym kurzym gnojem za pośrednictwem pana, który kopał robale a następnego dnia z samego rana przyjechał dzielnicowy komarkiem. Miał nakaz rewizji, babcia zaczęła uciekać, dzielnicowy przeładował klamkę, strzelił lecz trafił w pudełko z robalami. Nagle zjawił się nieznajomy wyglądający całkiem jak Chuck Norris po operacji spawania ramy rowerowej po wczorajszej fajnej libacji alkoholowej, która zakończyła się kacem. Nazajutrz wszystko się wyjaśniło, Chuck Norris po przeprowadzonym śledztwie w końcu odwiedził kościół, żeby napić się mszalnego wina. Skoczy do pobliskiego marketu Lidla i kupi mocny sok z czerwonych buraków, co okazało się bardzo dobrym wyborem. Wówczas kupili lemoniadę, niestety była przeterminowana co szybko spowodowało…narządów służących do widzenia i słyszenia. Gdy mgła zalega nie widzieli nic, a może troszkę. Trzymajmy się razem za ręce jak para młodych narzeczonych albo i starszych chłopów ze wsi, którzy zawsze maja parę promili na wszelka cenę okoliczność.
Minęło kilka dni nastała smutna jesień, liście opadły z drzew, woda się oziębiła, paskudna nastała pogoda a tu nagle zjawił się znowu pan szczupak, tylko był lekko rozmiękczony po wczorajszym kawalerskim wieczorku z większymi osobnikami swojego gatunku, które nie potrafią szybko pić dużych ilości alkoholowych trunków. Pojawił się również skacowany policjant dzielnicowy, który miał jeszcze jedną butlę trunku, którą postanowił ukryć przed dwoma menelami, który był skorumpowany. Odblokował klamkę i przypomniał sobie wtedy o dzieciństwie, w którym bawił się w Indian i postrzelił swojego kolegę z dzieciństwa zatrutą strzałą w kolano, kolano niestety stracił, bo wdała się gangrena, ale sam przeżył. Po dłuższym czasie doszedł do wniosku, że rzuca picie na dwa dni, po czym znowu zaszedł na meline. Wszyscy powitali go kieliszkiem wódki, kieliszkiem zimnej wódki i kawałkiem ogórka. Był mile zaskoczony, myślał o rzuceniu nałogu, ale to nie było możliwe albowiem pił od dzieciństwa z kolegą, który odbił mu kobietę, ale chodzi o sprawę honoru, który miał dłuższe wąsy a był to oczywiście nasz znajomy znacznie większych rozmiarów, myląco podobny do starej baby z siatkami pełnymi zakupów z Lidla. Papier toaletowy, słoika ukradzione w Lidu z uprzednio obserwowanego stanowiska wędkarskiego, gdzie czaił się ochroniarz umięśniony, bardzo inteligentny A jego brat, który stał obok był trochę głupszy ale bardziej grubszy i wyglądał jak chucherko, ociężały i powolny drapiąc się po łysej głowie, myślał "mam już dość tego Lidla i tych nieuprzejmych kasjerek, które natrętnie oszukiwały przeterminowaną i niesmaczną kukurydzę pastewną po 0,99 gr. za sztukę "Koniec z tym Llidlem", poczym zapłakał „Idę do Biedronki tam są ładniejsze kasjerki i lubią lody i zimne, mrożone, świeżutkie kurczaki obmyte w ludwiku”. Wszedł do sklepu od razu zaczął zagadywać pewną starszą emerytkę, chciał wysępić 2zł, ale ona była emerytce. Zadzwonił telefon, dzwonił do niej wielebny ojciec dyrektor, rozmawiali o nowej płatnej moher telewizji. Staruszka z radości dała 2 zł Bolkowi, za to kupił puszkę kuku pierwszego gatunku z promocji, wyrwał śliczną czarnulkę na kukurydze z promocji i pojechali na ryby nad Zalew Soliński, ale nie wzięli wędek. Okradł więc Chińczyka, który kłusował bo łapał ryby do baru, zbierał na nową nabijarkę postów – bajek. Zaprosił ją na melanż rodzinny, który skończył się nadmiarem bólu brzucha. Natomiast skondensowane płotki w tubce od pasty po kremie do golenia owiec, są z wypryskami na całej twarzy, więc nie wyjdzie już grać na skrzypcach, bo po ostatnim wyścigu postów na okoliczność urodzin hydraulika, którego żoną była Eugenia Szczapczak z Bożej łaski, która lubiła sobie czasem z chłopcem stajennym chodzić po stajni i oglądać konie, czasem też ujeżdżać pięknego rumaka arabskiego koloru niewiadomego gdyż był ogolony a jego właściciel zauważył ich tuż nieopodal lasu błąkających się. Nagle bawili się w doktora i zza krzaka wyszedł tajemniczy nieznajomy, któremu opadł język, ręka oraz wędka jak zobaczył, że połamali gałęzie. Wnet chwycił za komórę, zadzwonił po leśniczego, ale ten spał. Postanowili przykleić gałęzie i były jak nowe, lecz jednak nadal widać było pozostałości po "zabawie" znajomych, puste pudełka po papierosach i innych pudełkach po napojach. Zdecydował zadzwonić po straż leśną znajdującą się 10 km od miejsca wyholowania jego rekordowego kiełbia mutanta, który był jeszcze nieznanym użytkownikiem tych wód. Zdał więc egzamin i został dopuszczony do konkursu ReaderDigest, który odbył się w centrum Polski a dokładnie w Warszawie nad Wisłą po bezdrożach i innych problemach technicznych stwierdził, że sensu to trudno w tym cokolwiek zmienić. Następnie zaczął rozmyślać o tym, co powinien w danej sytuacji zrobić, ale jednak nie potrafił myśleć logicznie, ponieważ czkał notorycznie po wypiciu Coli, na gazy, które fermentowały od tygodnia w jego szanownym ZSRR`owskim kaloszu od kilku ładnych lat a potem nadszedł czas aby coś zmajstrować a najlepiej coś niedobrego, zostać bohaterem miasta, miasteczka, raczej wioski która znajduje się daleko, daleko od brzucha dziadka Zygmunta, który lubił landrynki o smaku anyżowym tak jak płoć, która zawsze wymiotuje gdy słyszy o uklei, wtedy to ukleja barrdzo się denerwuje i zażera kawałek chleba, który rzucają dzieci odłamując kawałki kanapek ze szkolnego prowiantu sprzed czterech miesięcy, które były bardzo, bardzo zapleśniałe aż nadszedł moment na inną wyżere bo nadpłynęła płoć bardzo duża, która nie miała sprytu bo była bardzo gruba i osiadywała tereny podmokłych zimnych mokradeł będących w ciąży z anomimowym alkoholikiem, który nie płacił alimentów i nic się nie stało do czasu przeszczepu wątroby. Następnie powrotu do owego nałogu skończyło się interwencją chirurga, który przeszczepił nowy mózg wraz z cyckami starej murzynki z hiszpańskiego plemienia o szczerbatych gębach i dużych głowach, ogólnie nie proporcjonalna i przy tym bardzo, ale to bardzo nie atrakcyjna i to wszystko. Miała wielkie i obwisłe policzki, jednak była o dużym nosie i wielkich odstających uszach. Podobno się ożeniła, wyszła za pingwina, który był z natury strasznie ślepy oraz bardzo ślepy bo w dzieciństwie miał problemy z nosem spowodowane uderzeniem fioletowego flamastra, z którym jednak dopadła go grypa na flamastra. Kiedy jeszcze Brama Floriańska zapinała się na guziki a wróble dzwoniły w dzwony od bramy budząc tym barany i niewolników królowej z żyłki przeponowej, która miała tylko pół kilograma wytrzymałości i 40cm długości, i żadnych nowości oprócz rybiej ości, zero godności bo wszyscy wiedzieli o zbliżającej się wielkiej kumulacji Dużego Lotka. Plany były wielkie, lecz kupony za drogie, zaczęli zbierać butelki i kute haki aby sprzedać na licytacji u Henia, dyżurnego żula z pobliskiej wsi, który ciągle coś sprzedaje i kupuje a najczęściej na allegro i innych aukcjach nieopodal bazaru w Szklarskiej Porębie i innych miastach np.: w pięknej i uroczej Dolinie Rospudy leżącej nieopodal nowo powstającej autostrady, którą zwą Zakopianką. Henia zastali przy konsumpcji wina "Samuraj", otwartego jednym ruchem wprawionej już ręki o mocnym uścisku, w drugiej trzymał kiełbasę i liczył kasę na kolejne wińsko, tym razem firmy "Krzepkie" z Zielonej Góry. Po obaleniu pierwszego niezwłocznie zaczął drugie. Na koniec zagryzł kawałkiem Śląskiej i starym ogórkiem ze piwnicy znajomego Eustachego, gdzie się wkradł pijany jak szpadel, wywalił się o próg i narobił dużo hałasu, przy czym pozbijał wszystkie ogóry. Nagle przyszła sąsiadka, którą zaniepokoił hałas. Wchodząc do piwnicy zobaczyła nagiego i pijanego naszego sympatycznego kolegę, momentalnie rzuciła się na szyję biednego pana Heńka z Wołomina, lecz nagle zobaczyła, że on ma tatuaż na plecach i to nie byle jaki. Był to ogromny fjut, sąsiadka odskoczyła i krzyknęła „Chcę też mieć taki na boku prawym pochwy a na lewym będzie jelito wiewiórki i dwa suszone żołędzie o smaku marcepana z dużą zieloną stertom starych ogórków zagryzionych przez wściekłego psa pana Heńka. Pan Henio jak i jego pies mieli wścieklizne bardzo zaawansowaną, ponieważ gdy przebywali na pobliskim…bo to była Inkwizycja pochlapana czerwonym truskawkowym atraktorem na wielkiej platformie stojącym. Wracając do pana Heńka jego młodszy brat i siostra Ja mieli bardzo dużo do czynienia ze wszystkim co najgorsze, poczynając od denaturatu oraz inne środki używane do czyszczenia nadmiernie zdeformowanych borsuków żywiących się odpadami pochodzącymi ze zreformowanych niewielkich, ruskich pierogów skaczących efektownie parami. Henio z rodzeństwem utopili sąsiada, albowiem ten był posłem, który kradł krowom w wiejskim sejmiku mleko pełnotłuste, i zieloniutka pachnącą trawkę, ale do palenia głupa przed policja, która zawsze czaiła się gdzieś w krzakach z nadzieją na dorwanie Henia. Lecz tym razem policja zmieniła taktykę wprowadzając w życie nowy mundur policyjny wyglądający zupełnie tak jak kosmiczne skafandry astronautów. Postanowili zrobić zasadzkę, kupili litra i trzy plastikowe kubki. Henio widząc ich wziął do ręki swój stary kubek z którego niejedno wino mu się wylało, ale Henio kochał swój stary kubek, który był pamiątką po dziadku wędkarzu, a ilekroć brał go na imprezę zawsze wracał bardzo, bardzo pijany ponieważ ten kubek był swoistym dopalaczem trunków, podkręcał wszystko do 60%. Henio zwąchał pułapkę, stał się nornicą chowającą się przed skutkami niewłaściwej destylacji. Kiedy Heniu zorientował się o wszystkim było już za późno. Jak wziął i zrobił zamach to spłoszył gołębie na dachu sracza, który podpierał starą sypiąca się szopę należącą do Kloszarda Wielkiego, zawodowego tropiciela wściekłych mrówek afrykańskich, które wciskał naiwnym menelom spod spożywczaka, oczywiście z Okupia, który metropolią jest z miasta Włoszczowa. Jednak to dziura wielka jak ozonowa, aczkolwiek jedyną atrakcją jest super dworzec, na którym stoją stare kołyszące się kobiety w bamboszach działające jako kieszonkowcy i głupie jak Henia prawy wielki palec jego nogi odgryzionej przez chochoła i przyszytej przez Stefana z nowej meliny, który był spoko facetem, tylko czasem miał spore schizy jak grzybów się najadł pod wieczór w lesie. Nazbierał świeżutkie muchomory, które zjadł na surowo i zwymiotował do wiadra z zanętą. Zauważył dobre brania łapówek przez lekarzy i emerytowanych kolejarzy. To jeszcze nie wszystko, albowiem coś ciekawego powiem o policjancie z Warszawy co miał dużego i strasznie brudnego koguta, który miał wielkie prawe oko, które łypało na wszystkich za stosowną opłatą. Każdy mógł skorzystać jeżeli zastosował się do porad oka i laseru drogowego. Oko i laser byli jednak dziećmi, które same bez opieki łowiły sumy kiedy tylko się dało i nigdy jeszcze nie wracały z pustymi brzuchami, ale pewnego razu cos zjedli nieświeżego prawdopodobnie kukurydzę waniliową i zmarli na zatrucie pokarmowe. Nieopodal stal jednak Gruby Joe mający wielkie jak kokosy muskuły klatki piersiowej, które służyły do oglądania w lustrze blondynek z dużymi i okrągłymi piersiami, którymi potrafiły dobrze łowić spinningiem okonie bo były błyszczące i bardzo śliczne. Jednak, kiedy przyszli nad brzeg jeziora, grubasy z olbrzymimi owłosionymi łapskami robiły ciasto na naleśniki. „Mmmmm....pychota” myślały lecz kiedy przyszły do domu zobaczyły, że naleśniki są bardziej płaskie niż… chwila moment i zjawiło się wojsko. W wojsku było pełno kryminalistów z wiosek sąsiadujących z wioską Henia a jego siostra Genia, która wyszła za kapitana marynarki. Była nie zadowolona bo była wygłodzona i wtedy zza rogu wyłonił się olbrzymi sum z dużym wąsem jak kłoda leżąca na bardzo głębokim stawie, nie zarybianym od lat nie było tam ani jednego raka, natomiast zawsze pełno wędkarzy bo myśleli, że spotkają tam olbrzyma rozdającego wszystkim ananasy. Henio wkrótce umarł. Chłopak ogólnie chorował bo jadł rybę z super łowiska studzienki ściekowej od fabryki, garbarni której właścicielem był Sir Loweliusz Pierdoła. Był to wielki człowiek ale miał kompleks który go kompromitował, chłopak wstydził się, że ma małego fiata a nie lexusa a był to fiat 500, zupełnie bez mocy, bez przedniej szyby i całego wydechu na trzech kołach i był paliwożerny, miał zielone szyby i nowoczesną hydraulikę jak w autobusach wycieczkowych dla dzieciaków. Tymczasem Heniek zaczął rozkładać się w trumnie, a że było gorąco to Sir Loweliusz postanowił sprzedać fiata i kupić kabrioleta za 3 mln funtów i kopnąć brata. Jak postanowił tak zrobił. Potem odwiedził zbytników, w których bardzo, bardzo pilnował w tym całym lewym interesie posługując się podstępem i workiem warzyw. Zbytnicy też zmarli. Następującą reakcjią było smyranie kreta doniczką. Ponoć krety bardzo takie smyranie podnieca, w każdym razie z pewnością zadowala. W końcu pojawił się nowy problem dla kreta, który był zdesperowany i postanowił poszukać fajnej doniczki na ogródku u Haliny, jako że ogród był pełen dendroben kret skorzystał z okazji zabierając cztery marchewki z ogrodu, wtedy zauważył go miejscowy policjant Georg wszystkim znany matacz, kret zaczął uciekać i nagle dendrobeny go zaatakowały, ale była to pomyłka ponieważ Georg wcale nie myrgał porzeczek tylko przyszedł Halinę. Biedna, biedna Halina, a gdy już otwarł się nóż Halina wzięła tasak. Zaczęła się bójka a wszystko przez Halinę bo nie nakarmiła swojego chomika. Chomik zemstę zaplanował i z akwarium zdezerterował po czym przyczaił się po Georga, zadzwonił ale on nie odbierał swego telefonu i był już w drodze gdy przypomniał sobie, że również zmarł, ale sęk jest w tym, że nie wiedział jak się maluje oseski. Prędko pobiegł do miejscowego biskupa by poprosić o radę i rozgrzeszenie, następnie poszedł do zachrystii gdzie brał łapówki i klepał pieprzniczki a w tzw. międzyczasie smrodził wielkie bąki, które wystraszyły wiernych ministrantów przydomowej kaplicy. Ksiądz poczęstował mszalnym i małego dżojka skręcił, po czym wszyscy włożyli stroje bałwanków, zaczęli straszyć przechodniów i małe lisy, które jadły rzeżuchę i potem miały w ustach watę i zielone podniebienia oraz tęczowe trzustki, lecz pomógł im znany tam kierownik pan Eustachy Fasolka, który zrobił mu pierogi z jagodami z tegorocznych zbiorów oraz popełnił seppuku z ważnego powodu jakim był groszek konserwowy, który był przeznaczony dla jazi, ale nie tylko, także dla karpi i starych dziadów. Zazwyczaj te dziady za bardzo go nie trawiły, dlatego tez pan Eustachy się nabawił reumatyzmu i upędził z groszku wino, które zrodziło kominek ale czy to na pewno był kominek? Czy może bóbr? A może ukleja? Nie to poprostu wielki kaczy dziob jednego z braci bliźniaków z księżyca bodajże tego wyższego i bardziej grubszego i pachnącego sasankami. Widząc co się stało spróbował go złapać i pożreć lecz on nie pozwolił na to ponieważ był bardzo szybki i zwinny i znał judo oraz czarną ławeczkę. Judo ćwiczył z Heńkiem, wspominanym już. Już miał dosyć ciągłego umierania, ale zostało mu w pamięci pewne bydło obserwujące pisanki. Miały na celu hordy panoszących się wygłodniałych krów łaciatych, wściekłych, lecz zakolczykowanych, łysych i wytatuowanych, skoczyć z mostu na główkę i zrobić masaż racicznicy który to pomagał na bóle głowy które miał po libacji we Wrzeszczewicach z okazji imienin Czesia od soku jagodowego fermentowanego na kaloryferze przez babcie Edka i ciocie Stasie będące w związku, do którego wstąpiły mając już ogony, a wujek Edka nie chciał pod defensora włazić, musiano zmusić go miziania żuli pod monopolowym, tudzież pod cienistym parasolem sklepowym, przypominającym wielkiego grzyba, stali również trzej kłusole z agregatem i z winem, a gdy nadeszła noc napadło ich czterech libijskich terrorystów tymczasowo zamienionych w gacki. Następnego dnia, gdy Ernest szaleniec wstał, zauważył nieopodal swojej bardzo brzydkiej chatki jego wstrętnego klona jednak zauważył, że na jego głowie był trochę większy guz wielkości kokosa w kolorze zimorodka, więc bardzo zaniepokojony wziął do ręki swoje credo, marudząc coś cicho od zasmarkanym nosem, „o rany Boskie” pomyślał i padł, ale szybko wstał, ponieważ zobaczył wielkiego kufla z piwem, zimnego o gęstej pianie niestety mocno bezalkoholowego i parszywego niczym pumpernikiel bez masła i innych dodatków, atraktorów, stymulatorów, dżipów. Chlapnął szybkiego łyka i poszedł spać, nazajutrz wstał bardzo wcześnie, czując wielkie rozgoryczenie z powodu zaniku w organizmie pastornicy oddechowej wielkiej. Stwierdził, że dalsze musi iść szybko. Oczekiwanie na powrót zimowych bocianów jest daremne, ale czasem widząc je jak podrzucają dzieci Stanisława Chrupki znanego z jedzenia dużych ilości złocistych chrupków najczęściej firmy Srek i firmy Oran, nagle coś zainteresowało bardzo Stanisława Chrupkę, coś wyłoniło się z beczki kapusty. Był to rozwół w starym brudnym berecie i rękawicach bramkarskich, w których to wiązał haczyki szesnastki i węzły zderzakowe, chociaż nie potrafił zawiązać butów i nawoskować otoczaka, ale kochał ryby, więc pracował w rybnym, więc kradł je i chował je do śmierdzącego kibla upychając je szczotką, która była chyba do mycia zębów. Zapchał ten kibel, przez to przez cztery miesiące był zamieniony w szpaka i jadł tylko wiśnie pomarańczowe niczym banan, który nadawał się do kradzieży w warzywniaku starej babci kartoflanki, która miała duże zęby umieszczone na spleśniałym, zgnitym języku, którym lizała warzywa, dlatego je ludzie kupowali i nie narzekali na dziwny smak oraz latające nartniki. Sprzedaż warzyw wzrosła i zanuciła Kombi. Następnego dnia poszła do banku, pomalowała jeżozwierzowi podbrzusze, ten się oburzył i poszedł spać, gdy rano wstał ziewnął dwa razy i poszedł na bazar postrzelać kolcami w starszych ludzi i małe dzieci aż w końcu zauważył go Ziobro Zbigniew i powołał komisję, która zdecydowała że odbędą się zawody w wyścigach na świniach. Każdy mógł wziąć świnię, która miała od warchlaków po dziki. Nagrodą była noc w lesie deszczowym, w którym grasowały żuki i jelenie. Następnego dnia w pokoju sejmowym Lepper doznał orgazmu kiedy ujrzał Kaczyńskiego siedzącego na posłance, która kiedyś jemu pogłaskała jarkowego kota i złotego psa nijakiego Ojca Dyrektora. Następnego dnia rano przyszedł kalator wizytowy. Nosił on czarne, długie zmechacone skarpety, nie zmieniane od czterdziestu pięciu lat, przyklejone do nóg klejem super glue i śluzem pierścienicy, jego twarz była wysmarowana odchodami gołębia. Następnego dnia pan Zdzichu poszedł do sklepu wędkarskiego, aby kupić sobie pięknego karasia na żywca, którego później przepił, Później zastanawiał się jak żonę przepić. Kupił denaturat i podpalił sobie włosy, następnego dnia rano kupił sobie perukę w kolorze blond, potem poszedł on do swojej teściowej zarąbać ją siekierą, poćwiartował zwłoki i podrapał je wieszakiem, Następnie nakarmił nimi czarnobylskie komary mutanty, które kupił od Krystyny z gazowni, którą później przeleciał Dookoła samolotem F16. Następnego dnia rano miał kapcia w mordzie, gdy się obudził zobaczył, że wisi do góry nogami na lampie w osranym małym pokoiku, który śmierdział jak oflej pakowiną zwany, który służy lumpom jako prywatny toi-toi i nadawał się do wywietrzenia, i pomalowania na ohydny różowy z domieszka brązu i opuszczenia go do nagłego rozmnożenia, ale kobiety brak więc leciał na autostradę z parkingiem poszukać jakiejś lafiryndy. Dziewczynek nie było, więc poszedł dalej i spotkał faceta, wystawił mu tyłek i powiedział „bierz co twój tyłek? Tak wsadź go!”, aż tu nagle facet uciekł do siedziby Lpr'u i nie zastanawiając się założył czerwono-biały krawat, którego zerwał żyd-terrorysta terroryzowany przez antysemitów. Zauważył to siedzący, poleciał kupić bentosy, oczywiście tylko owocowe i tanie winko, które dał Rydzykowi i siostrom z Kazimierza. Poskarżyły się A.Linkolnowi, ponieważ mają być wielkie i ostre i sadzić w ogródku babci obok starego spleśniałego grzyba, ogromnego jak pantalony ów babci większe od dziadka, który zamiast protezy miał zielona skarpetę, ale bardzo dziurawą. Podleciał do niego wielki smrodek niejadek i zabił go swoim wielkim, obwisłym dziobem o smaku frutti di mare, następnie udał się na posterunek policji gdzie załatwił sobie dożywotnią, bezpłatną ochronę swojego najlepszego spławika pomalowanego w kolorze różowo-dziwnie-białego w zielone pasy o wyporności 15 kg, używał go przeważnie grając w kręgle na korytarzu w piwnicy gdzie hodował bobry, smażył również gofry jak i kotlety, które mocno panierował niczym gniecione purchawki. Bobry chętnie jadły je ze ślinką przeżuwając gumę MAMBE. Mały bóbr spryciarz z największym ogonem podbiegł do korka i udawał cyborga, lecz to nie było takie proste jak rosówki długie, fluo nie czerwone. Więc spróbował zaatakować małego niewinnego ptaszka kijem swym potężnym, huknął z całej siły w lewe skrzydło orła bielika, aż wypadły mu pióra niczym kaczce skrzyżowanej z sikorką, która była bardzo chętna na szybki, był biały jak cymesik, nowiutki wobler Rapali. Przyszli dwaj górnicy z łopatami w rękach kopać dół jak wyrwa po bombie atomowej z II wojny światowej, ale nie mieli przy sobie naburmuszonego krokodyla, albo zielonego aligatora, który miał ochotę na Zbyszka cnotę. Jednak chytry Zbych pomyślał sobie, że jutro wpadnie nad Nil po innego, trochę bardziej włochatego, wyciągniętego z wody oblizanego kapitana Nemo i jego kumpla martwego Zbyszka Kieliszka, długowłosego, rasowego kundla bez jednej łapy, z piecioma językami i dwoma ogonami. Później miał zamiar pójśc do pewnego starego puchacza, nagle tupnął nogą, zrobił minę srogą, mlasnoł ozorem raz, na lewo raz, na prawo raz i nagle trzask! Wielka bomba uderzyła i się bajka skończyła







#2 galant

galant

    Weteran

  • Members
  • 864 postów
  • Lokalizacja:Mazury
  • Zainteresowania:Wędkarstwo

Napisano 20 luty 2008 - 07:30

Brawo za pomysł, podsumowanie i przyklejenie tematu. Doskonały pomysł. Pozdrawiam

#3 Kamil Z.

Kamil Z.

    Szajbus

  • Moderator
  • 8183 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Wałbrzych/Wrocław
  • Zainteresowania:Wędkarstwo, sporty walki, muzyka

Napisano 20 luty 2008 - 08:25

niezle:)....fajnie tak czytac i nagle sie polapac ze.....o!! to moje slowa:D....gratuluje chlopakom efektow ciezkiej pracy:)
Pozdrawiam
Kamil

Mój wędkarski blog:
http://zahaczeni.net/kamilfishingblog/


[color=#4169E1][b]Catch&Release!!



#4 dekosz

dekosz

    Weteran

  • Members
  • 835 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:PISZ MAZURY

Napisano 20 luty 2008 - 18:19

Spoko spoko czasami nawet trzyma sie kupy icon_cool.gif

#5 jakub powiatowy

jakub powiatowy

    Szajbus

  • Members
  • 3172 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:-

Napisano 28 luty 2008 - 13:01

-

Użytkownik jakub powiatowy edytował ten post 11 listopad 2009 - 19:59


#6 -eRZet-

-eRZet-

    Weteran

  • Members
  • 930 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Besko/Sanok/Northampton

Napisano 28 luty 2008 - 17:33

Jesli ktos potrzebuje prania mozgu to jest to dobry tekst, ktory w tym pomoze.. Ale dolaczam sie do slow, ze to byl swietny pomysl!

Pomóż głodującym i wejdź!!
http://www.splawik.c...wtopic=8154&hl=
..............................
Moja Galeria


#7 wojtek195_2005

wojtek195_2005

    Weteran

  • Members
  • 290 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Ruda Śląska

Napisano 28 luty 2008 - 18:55

Szczerze mówiąc mam za słabe nerwy żeby przeczytać to do końca.

#8 arcio99

arcio99

    Szajbus

  • Members
  • 2335 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Kamienna Góra
  • Zainteresowania:wędkowanie, motoryzacja

Napisano 28 luty 2008 - 19:10

heh ja tez, jakos nie moge sie zabrać zeby dotrwac do konca icon_mrgreen.gif
.....::::: !! WODOM CZEŚĆ !! :::::.....


Piszę poprawnie po polsku


#9 RaYden

RaYden

    Weteran

  • Members
  • 860 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Połaniec

Napisano 27 czerwiec 2008 - 09:55

fajne moze by tak nową bajke stworzyc? co o tym myslicie?icon_biggrin.gif



#10 Bezel1994

Bezel1994

    Weteran

  • Members
  • 417 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Bydgoszcz
  • Zainteresowania:Wędkarstwo, rowery i traki.

Napisano 01 styczeń 2009 - 21:35

CYTAT(RaYden @ pią, 27 cze 2008 - 13:55) Wyświetl post
fajne moze by tak nową bajke stworzyc? co o tym myslicie?icon_biggrin.gif

Bardzo dobry pomysł


"Treningi i jeszcze raz treningi przepis na sukces na zawodach"
"Sprzęt wędkarza nie czyni, lecz jego umiejętności"
Tyczka nie oddam nigdy

#11 Kamil Z.

Kamil Z.

    Szajbus

  • Moderator
  • 8183 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Wałbrzych/Wrocław
  • Zainteresowania:Wędkarstwo, sporty walki, muzyka

Napisano 02 styczeń 2009 - 15:19

Pomysł moim zdaniem słaby. Po co odgrzewać coś co było ??(to tak jak z filmami...z reguly kazda kolejna czesc jest gorsza....) mimo że fajne. bedzie tylko seryjne nabijanie postow i powielanie tego co bylo...
Pozdrawiam
Kamil

Mój wędkarski blog:
http://zahaczeni.net/kamilfishingblog/


[color=#4169E1][b]Catch&Release!!



#12 jakub powiatowy

jakub powiatowy

    Szajbus

  • Members
  • 3172 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:-

Napisano 05 styczeń 2009 - 13:30

-

Użytkownik jakub powiatowy edytował ten post 11 listopad 2009 - 20:00


#13 jaguar56

jaguar56

    Szajbus

  • Members
  • 2995 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Łódź
  • Zainteresowania:Wędkarstwo, herpetologia

Napisano 05 styczeń 2009 - 14:42

A to ja mogę zaśpiewać.
Rzecz jasna nie na sucho icon_mrgreen.gif icon_mrgreen.gif

Umieraliście tak młodo,
ulicami płynie wasza krew.
To stolica płonie w smutku,
śmierć zabiera wszystkie dzieci jej.

Śpijcie słodko me aniołki,
kule wroga już nie groźne wam.
Teraz już was nie dostaną
wrogie szpony okupanta łap.

#14 CinCinek

CinCinek

    Weteran

  • Members
  • 427 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Wrocław
  • Zainteresowania:Spławik, Spining

Napisano 05 styczeń 2009 - 16:20

Ktoś może zrobić melodie, ktoś może śpiewać icon_wink.gif

Czemu nie ;p

Hymn forum spławik.pl xD

#15 tracjan

tracjan

    Szajbus

  • Members
  • 3252 postów

Napisano 05 styczeń 2009 - 16:40

CYTAT(CinCinek @ pon, 05 sty 2009 - 18:20) Wyświetl post
Ktoś może zrobić melodie, ktoś może śpiewać icon_wink.gif

Czemu nie ;p

Hymn forum spławik.pl xD



refrenem powinno byc: I TYLKO CZARNE STAWY, CZARNE STAWY

melodie kazdy zna icon_mrgreen.gif

ps. ponadto zespol wykonujacy ow hit ma nazwe rodzajowa zwiazana z wedkarstwem w swej nazwie.

Użytkownik tracjan edytował ten post 05 styczeń 2009 - 16:40


#16 Blade

Blade

    Weteran

  • Members
  • 512 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Guben / Niemcy
  • Zainteresowania:wędkowanie i nie tylko...

Napisano 06 marzec 2009 - 07:59

Jeszcze takiej zajefajnej bajki nie czytałem icon_mrgreen.gif Brawa autorom przepięknej (śmiesznej) pracy.
Za to należy się nagroda "Pulitzer" icon_mrgreen.gif icon_twisted.gif icon_biggrin.gif
+++Na ryby nie ma złej pogody...
... tylko nie odpowiedniego ubrania+++

#17 ElArturo

ElArturo

    Wędkarz

  • Members
  • 27 postów

Napisano 08 luty 2013 - 15:29

gratuluję pomysłowości ! icon_smile.gif



Dodaj odpowiedź



  


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych